Strona 1 z 2

Druzja poznadtsia w biedie...

PostNapisane: 28 gru 2009, o 19:08
przez KOLASKA
Na trasie rajdu nie obyło się bez przygód. Kapeć w tylnej oponie draga naszego grupowego (fioletowi) naprawiony został przez chłopaków z lwowskiego LIONS MC. Przywieźli narzędzia, na ulicy zdemonowali koło i zabrali do naprawy. Wcześniej pomoc oferował starszy pan. Niestety warsztat do ktorego zaprowadził nas polski lwowiak był nieczynny. Z grupą MC zwiedziliśmy kawałek Lwowa łącznie z górą zamkową łamiąc obowiązujące zakazy wjazdu...
Przed knajpą w Zbarażu staruszka chwiejąca się na nogach podeszła do nas z dokumentami nadania karty Polaka. Prosiła o pieniądze na podróż do Polski. Szybka zbiórka w grupie i kobieta oprócz hrywien otrzymała od nas konserwy i cóś tam jeszcze...
Pod Hutą Pieniacką spotkaliśmy na skrzyżowaniu polskie zakonnice. Wskazały dalszy kierunek jazdy. Wjechaliśmy w szutry. Gdzieś z zagrody wyjechała furmanka. Woźnica próbował ustawić wóz w poprzek drogi. Wnet naszą drużynę wyprzedziła łada. Pędziła wariacko po lewej wzniecając tumany kurzu zasłaniającego drogę. Nie dało się ukryć, że kierowcy bardzo na tym zależało...
Jako pierwsi wyjeżdżamy z Kijowa. Tuż za miastem milicjaniery robią nam szlaban. Mamy czekać na pozostałą część rajdu. Przekupuję ich naklejkami, wy nas nie widzieli. Zgadzają się, ale ktoś z naszych w międzyczasie zawrócił zatankować paliwo. Kiedy wrócił milicjaniery rozmyślili się...
W Charkowie na światłach pytaliśmy przygodnych kierowców o drogę do naszego konsulatu. Kierowali nas właściwie. Po drodze przejechaliśmy przez plac Wolności. Mały przystanek i parę fotek. Okazuje się, że to największy plac w Europie...
Zaraz po przekroczeniu rosyjskiej granicy, na stacji paliw zaczepł mnie dziennikarz. Widać, że miał interes do nas bo nie tankował auta. Proponował interwiu w biełogrodzkiej tv. Grupowy radził zachować ostrożność. Facet pytał o Katyń. Umówiłem się z nim centrum Biełogrodu choć nie mieliśmy zamiaru tam jechać. Opowiedziałem mu o zamiarze zwiedzenia pięknej Rosji, o uroczystościach na charkowskich Piatichatkach i wiązankach polskich kwiatów pod pomnikami armii radzieckiej w Polsce. Uśmiechnął się tylko...
Na stacji paliw pod Tułą poznaliśmy parę narzeczonych. Namówili nas do odwiedzenia muzeum samowarów w Tule. Jechali przed nami ładą z mrugającymi światłami awaryjnymi. Jadąc za nimi, wylądowaliśmy w Jasnej Polanie. Piękne miejsce. To posiadlość rodowa Lwa Tołstoja. Zwiedzając skansen, gościu przebrany w ludowe szaty żądał od nas rubli za wspólną fotkę. Podziękowaliśmy pięknie. Kiedy wracaliśmy, propozycja padła ponownie, ale już za darmo. Dla zasady nie skorzystaliśmy. Na miejscu poznaliśmy Olgę, dystyngowaną, pięknie ubraną mieszkankę Moskwy. Jak zwykle w takich sytuacjach ( rozmowach) między wierszami słychać...pretensje do Polaków. Ten wątek uciąłem szybko pytaniem: kiedy zlikwidujecie dla nas wizy? My na zachód Europy jeździmy bez paszportów...
Wcześniej na punkcie granicznym podjeżdża do mnie rosyjski bajker z Syberii. Przejechał 27000 kaemów. Wracal do domu.. Ktoś zrobił nam wspólne zdjęcie, chciał mi dać mapę Petersburga, ale taką miałem. żałuję, że zatraciłem adres do niego...
W Smoleńsku siedliśmy z Markiem na posągu z brązu, łosiu Hermana Geringa. To zdobycz wojenna Rosjan ustawiona na pamiątkę w parku. Szukamy jedzenia, tam gdzie nie ma kolejki. Przy budce z hotdogami młody Rosjanin z żoną i dzieckiem sugeruje nam co warto zjeść. Posilamy się wspólnie z nimi przy stoliku na powietrzu. Opowiada, że mówiono o naszym rajdzie w miejscowej tv. Dziecku dajemy czekoladę i ruszamy w miasto...
Na placu w Petersburgu pogubiłem chłopaków. Sądziłem, że skierowali sie do palacu zimowego. W połowie drogi zatrzymała mnie kobieta u której kupiłem pamiątki. Pan, kolegi poszły w tamtą stronę, pokazała uliczkę w oddali. Wcześniej zaczepił nas orszak ślubny i goście weselni. Szampan i wspólne zdjęcie. Gdzieś zakręcił się przy nas Białorusin. Młody chłopak z Mińska chwalił się swoim motorem. Dałem mu naklejkę naszej grupy. Cieszył się jak dziecko...
W Tartu poznaliśmy bajkerów z PIRATICA MC. Estończycy zaprosili nas do swojej siedziby. W pięknym klubie skorzystaliśmy z prysznicu. Wcześniej
wypiliśmy z nimi po jednym małym ...czarnego ginu. Bajker odprowadził nas na motorze do obozowiska poza miastem, a następnie przyjechał jeszcze raz w środku nocy, przywożąc pozostawiony portfel z pieniędzmi...

Re: Druzja poznadtsia w biedie...

PostNapisane: 28 gru 2009, o 20:31
przez KOLASKA
Leszku Topolski,musiałem sobie zrobić małą przerwę bo wrażeń co nie miara. Cóż tu jeszcze pisać. Na noclegu za Kurskiem wkręciliśmy się na rosyjskie urodziny. Błyskawiczne przeszukanie sakwy i znalazł się prezent dla sympatycznej solenizantki. I na takie sytuacje należy się przygotować. Rosjanka otrzymała w prezencie piękną chustę, a my zaproszenie do suto zastawionego stołu. Gustowałem w smażonych rybach i słodkim winie...
Smoleńscy bajkerzy nie odmawiali pomocy technicznej. Potrzebujący jej rajdowcy, skorzystali z ich nieocenionej pomocy więc i o tym nie należy zapominać. Na pomocną dłoń rosyjskich bajkerów mogliśmy liczyć w Moskwie i Petersburgu...
Przyznam, że była to podróż mojego życia. W najśmielszych marzeniach nie sądziłem iż stanę nogą na polskich cmentarzach wojennych w Katyniu i Miednoje. Wcześniej nie posiadałem większej wiedzy o Bykowni i Piatichatkach. A o Hucie Pieniackiej ,Górze Krzyży i Ponarach tak naprawdę nie słyszałem. Na rajdzie dopiero otworzyłem oczy na historię i piękno kresów wschodnich mimo, że we Lwowie i Wilnie bywałem wcześniej. Rajd katyński był niezwykłą wyprawą, do udziału w której namawiać będę każdego. :)

Re: Druzja poznadtsia w biedie...

PostNapisane: 28 gru 2009, o 21:43
przez leszektopolski
Witaj. Właśnie przd chwilą dotarłem z Wa-wy do Pułtuska błotko 50km na godz. Powiem Ci, własnie dodałeś smaczka do tego rajdu takich relacji szukałem na forum. Tylu Was było, a tak mało opisujecie takich wrażeń z rajdu. Wiadomo te oficjalne też są ważne, ale takie przedstawiajace rajd takim szerszymstopniu, że są uroczystości oficjalne i powinnybyć, ale też są przygody.Jak rozmawiam z kolegamy na temat rajdu to mówią ze to sztywna wyprawa, a tak wcale nie jest po Twoim opisie. Dzieki. Jutro pokaże kumplom Twój opis. Powinno dołaczyć do tej strony wiecej klegów i poopisywać te swoje przygdy nawet jeśli były nifrasobliwe.

Re: Druzja poznadtsia w biedie...

PostNapisane: 29 gru 2009, o 11:13
przez KOLASKA
Słuchaj kolego, na rajdzie należy respektować harmonogram i zasady regulaminu, czyli mniej więcej w określonym czasie należy się pojawić na punktach wyrównawczych, a wspólne obozowiska są normą i zapomnij o hotelach i podobnych atrakcjach. Udział w mszach i spotkaniach jest obowiązkowy. Natomiast należy uważnie się rozglądać na trasie i być otwartym na ludzi. Pomimo tego, że przemierzaliśmy w siodle dość długie dystanse mogliśmy sobie niekiedy pozwolić na drobne odstępstwa (Jasna Polana, Kursk). Wszystko zależy od sprawności grupy i rezerwy czasowej, którą wyrobisz na danym etapie. Również ślepy los sprawiał, że znajdowałeś się w pewnych miejscach i o danej porze (Lwów, Tartu). Takie są barwy motocyklowych podrózy...
Wyłącznie od ciebie będzie zależało czy będziesz na czas zatankowamy, nakarmiony i umyjesz jajka w przydrożnej umywalce. Bywało, że kiedy kolesie czekali w barze na posiłek ja potrafiłem się w tym czasie ogolić i spryskać. Po pewnym czasie i tak przyzwyczaiłem się do smrodu przepoconej odzieży. Prawdziwego motocyklistę poznasz zawsze po zapachu :D Pozdro.

Re: Druzja poznadtsia w biedie...

PostNapisane: 29 gru 2009, o 12:56
przez leszektopolski
Witaj, przypomiałeś Mi Orzyskie poligony- zima,oboziki 2 tygodniowe w namiotach, suchy prowiańcik wyjście na dwa dni w pole - w zasadzie nikt nie śmierdział wszyscy pachnieli równo. Ale wracjąc do rajdu czuję wewnętrzą potrzebę tam pojechać i to zrobię jak Bozia pozwoli. Ogólnie to ja jestem....... zdyscyplinowanym gościem :lol: ale jak się trafi mała przygoda to jest co wspominać.Polacy, Rosjanie, Ukraińcy, Białorusini - zwykli ludzie pragną kontaktu ze sobą tylko systemy polityczne ich zniewalają. Mam nadzieję, że jeszcze kotś tam poopisuje takich nietypowych wrażeń, z tymi milicjantami tez są dobre.
Jak będę na rajdzie to wam poopowiadam swoje wrazenia że słuzby, a za niektóre numery można było ładnie oberwać. Dzwoniłem do komandir. Węgrzyna mówił że X rajd planuje na trzy tygodnie troche bęzie problem z wonym w pracy bo urlopy dzielimy po dwa tygodnie. Coś trzeba będzie wysmerfować. Puki co to popiscie jeszcze trochę, forum się rozkręci i pozostali uczestnicy przecież było Was ponad trzysta osób. siema

Re: Druzja poznadtsia w biedie...

PostNapisane: 29 gru 2009, o 13:42
przez Michał_Grzyb
Z tym "siema" to uważaj... :D

Re: Druzja poznadtsia w biedie...

PostNapisane: 29 gru 2009, o 14:44
przez leszektopolski
a co popełniłem gafę :oops: oświeć Mnie

Re: Druzja poznadtsia w biedie...

PostNapisane: 29 gru 2009, o 17:36
przez Daro
A robta co chceta.

Re: Druzja poznadtsia w biedie...

PostNapisane: 30 gru 2009, o 07:42
przez Michał
Oświecam - są to dyżurne teksty mecenasa od WOŚP (Wyjątkowo Obłudne Ściąganie Pieniędzy), pod przykrywką pomocy dzieciom - pana Owsiaka - bardzo znielubionego przez naszego kamandira Wiktora, zresztą nie tylko przez niego ;)

Re: Druzja poznadtsia w biedie...

PostNapisane: 30 gru 2009, o 09:16
przez KOLASKA
Od kiedy istnieje nasza grupa wspieramy WOŚP w naszym mieście. Wsparlismy również datkiem budowę pomnika Jana Pawła II ( co również nie każdemu się podobało). Świat się z tego powodu nie zawalił. Co komu do tego na co własną kasę będę wydawał. Przed wyjazdem na rajd nasza ekipa choszczeńsko-stargardzka zebrała pełnego Sharana darów dla Polaków na wschodzie (trafiły na ciężarówkę do Kuby).
Nie dam się również wciągnąć w konflikt Owsiak-TV Trwam i nie będę wylewał hektolitrów wazeliny by przypodobać się Wiktorowi. I nie sądzę by pozbawiłby mnie ztego powodu uczestnictwa w przyszłych rajdach. Jeżeli Owsiak czyni dobro i zło jak powiedział jeden z duchownych, to ja osobiscie bedę wspierał to dobro.... "Przyjaciół poznaje się w biedzie" Siema :)