Subiektywny Dzienniczek Granatowego

Subiektywny Dzienniczek Granatowego

Postprzez tatko 10 gru 2010, o 13:12

ARTUR PIETRASZEK - TATKO



Subiektywny Dzienniczek Granatowego.




Moja relacja X Rajdu Katyńskiego.










PALIKÓWKA 2010
27 sierpnia, piątek.

Wyjazd z domu 8.30. Zaczyna lekko kropić. Z Markiem jedziemy po Mariusza. Za Kolbuszową wyglądam jakbym przejechał cały Rajd. Mokry i zabłocony. W Radomiu koszmar, gigantyczny korek, motory przegrzane. Przyjazd do Warszawy po 17. Plebania przy kościele Opatrzności Bożej. Rozdanie paszportów, kamizelek rajdowych, podział na grupy. Podkarpacie razem jednej grupie- Mariusz, Marek, bracia Piotrek i Marek, Tomasz z Natalką( nie obrazisz się Natalii, prawda?), Wiesiek, oprócz tego Jola i Heniek, Grześ, brat Damian, ja. Grupa Granatowych- grupowy Jarek "Galar"( później dołączył do nas Granda z rozwiązanej grupy Czerwonej(pościgowców)Nocleg na korytarzu. Pada.

28 sierpnia, sobota – O godzinie 10.00 Uroczystości rozpoczęcia X Motocyklowego Rajdu Katyńskiego przed Grobem Nieznanego Żołnierza.

Warszawa – Ostrów Mazowiecki – Sokółka, 240 km

Rano msza. Zwiedzanie dolnego kościoła Opatrzności Bożej złożenie wieńca na grobie ks. Kapelana Peszkowskiego, później wyjazd na plac Piłsudskiego w Warszawie. Rozpoczęcie rajdu. Wyjazd po rundzie honorowej wokół placu. Jedziemy do Sokółki przez Ostrów Mazowieckie, Suchowolę.
W Ostrowie na placu przed kościołem przywitanie przez władze miasta, ciepła grochówka i bigos.
Suchowola środek Europy. Wizyta u matki bł. ks. J. Popiełuszki.
Sokółka przyjazd pod kościół pod wezwaniem Świętego Antoniego, złożenie wieńca, zapalenie zniczy pod pomnikiem deportacji i wysiedleń. Przyjazd na camping, kolacja, noc pod namiotami, ciepły prysznic.

29 sierpnia, niedziela. Sokółka – Wilno. 350 km .

Rano śniadanie (syte) o siódmej rano msza święta, następnie wyjazd do Wilna. Jedziemy przez Giby, gdzie zapalamy znicze i składamy wieniec pod pomnikiem „Golgota Wschodu” dla uczczenia około sześciuset ofiar „Obławy Augustowskiej” z lipca 1945, przeprowadzonej przez oddziały Armii Czerwonej, wspieranej przez NKWD wydzielone oddziały LWP i UB. Miała ona na celu rozbicie i likwidację oddziałów Podziemia Niepodległościowego i antykomunistycznego w rejonie Suwałk i Augustowa.
Przekroczenie granicy – kiedy? – dzięki Schengen ! Jesteśmy na Litwie. Jedziemy do miejscowości Kopciowo gdzie znajduje się grób Emilii Plater – bohaterki narodowej Polski, kapitan Wojska Polskiego w czasie Powstania Listopadowego, hrabianki, jednej z kobiet walczących w oddziałach powstańczych, zmarłej 23 grudnia 1831 roku. Zapalenie zniczy, złożenie wieńca.
Koniuchy – „Rozstrzelana Wioska”: To tutaj w czasie II Wojny Światowej 29 stycznia 1944 roku oddział partyzantów sowieckich złożonych z ukrywających się Żydów dokonał mordu na ponad 100 mieszkańcach Koniuch. Masakra wszystkich mieszkańców wioski z kobietami i dziećmi włącznie była „karą” za zorganizowanie oddziału samoobrony chroniącym wieś przed ciągłymi rekwizycjami żywności.
Dalej jedziemy do Czarnego Boru gdzie przed domem Józefa Mickiewicza witają nas harcerki z hufca Matki Boskiej Ostrobramskiej z Wilna.

Wilno – Ponary (Golgota Wileńszczyzny)

Złożenie wieńca, zapalenie zniczy pod krzyżem i tablicami upamiętniającymi zamordowanych Polaków w latach 1941-1944 przez litewskich nacjonalistów w służbie Niemców. Tu nie tylko rozstrzeliwano, zadawano śmierć przez okaleczenie, tyranie, upodlenie, zakopywanie żywcem, pętaniem drutem kolczastym. Liczby ofiar nigdy nie da się ustalić. Ocenia się, że w ponarskim lesie poniosło męczeńską śmierć ok. 60-70 tys. Obywateli Polskich żydowskiego pochodzenia około 20 tys. Polaków, resztę stanowili Rosjanie, Litwini. Wśród Polaków byli uczniowie gimnazjów, żołnierze AK, Profesorowie Uniwersytetu Stefana Batorego (m.in. Kazimierz Pelczar brat błogosławionego biskupa, Jana Pelczara, twórcy pierwszego oddziału onkologii na świecie w Wilnie 1938 roku.)
Jako mogiły, Niemcy wykorzystali jamy o średnicy 12-32 metrów i głębokości 5-8 metrów. Były one przygotowane pod cysterny na paliwo lotnicze.
Wykonawcami mordów byli żołnierze litewscy z oddziału egzekucyjnego „Ypatingas Burs”(oddział specjalny). Rekrutowali się przeważnie spośród członków paramilitarnej organizacji „Litieuvos Sauliu Sajunga” (Związek Strzelców Litewskich). Organizatorem i komendantem, tego znanego z niebywałych okrucieństw oddziału, oficjalnie przydzielonego do Gestapo był Niemiec Martin Weiss. Na początku w lipcu 1941 oddział liczył zaledwie 50 ochotników, lecz szybko rozrósł się do kilkuset. Jego dowódcą był porucznik wojska litewskiego z Kowna Balus Norvaiśa.
Nocleg na korytarzu w szkole polskiej im. Jana Pawła II.

30 sierpnia, poniedziałek. Wilno. 200 km.

Drugi dzień w Wilnie. 200km.
Z Wilna jedziemy do Powiewiórek, gdzie jest kościół, w którym ochrzczony był Marszałek Piłsudski. Dla upamiętnienia tego faktu jest oczywiście tablica i naczynie liturgiczne. W prezbiterium na górze umieszczone są ornaty, aby nie uległy zniszczeniu – taka swoista wystawa.
Jest zamglone, ale powietrze rześkie.
Potem na koń i ciągniemy do Zułowa, gdzie znajdował się dworek w którym urodził się Józef Piłsudski. Dąb w miejscu łóżeczka (?) małego Józia rośnie okazale i ma się dobrze. Teren robi dobre wrażenie – czysto i ładnie.
Znowu na koń i pędzimy do Kowalczuk, gdzie jest kościół i pomnik Jana Pawła II. Miejscowość w rejonie wileńskim, który liczy 100 tysięcy ludności, z czego 60% to Polacy, 32% Litwini, reszta to inne narodowości. Z Kowalczuk jedziemy do Wilna na Ostrą Bramę. Wywołujemy zainteresowanie i spore zamieszanie, blokując dostęp do Ostrej Bramy naszymi maszynami. W Ostrej Branie msza św., kazanie, błogosławieństwo ks. Krzyśka.








31 sierpnia, wtorek. Wilno – Bogdanowo. 160km.

Wyjazd z Wilna w kierunku stolicy o 8.00. Na granicy chyba sprawnie, tylko około 2 godzin. Pierwszy przystanek to Oszmiany ( z litewska ostrze). Wjazd do miasteczka niesamowity, witają nas kościelne dzwony. Spotkania z Polakami w kościele, w którym znajdują się relikwie ks. Sopoćki – orędownika Bożego Miłosierdzia. Po modlitwie wysłuchanie chóru młodzieżowego (ładnie śpiewali…). Poczęstunek pod kościołem, ale z kolegą Mariuszem nie załapaliśmy się, ponieważ poszliśmy do banku zrobić „obmien” waluty. Po drodze odwiedziliśmy kościół w Boruniach i kierunek Bogdanowo, gdzie miła niespodzianka Pani Helena (od sierocińca) zafundowała nam obiad. Później rozbicie namiotów (niektórzy) i spotkanie z Panią Heleną. Wysłuchaliśmy jej opowiadania – wstrząsające.
W nocy zaczęło mżyć, mówią że to przeze mnie, bo umyłem motocykl (mea kulpa)

1 września, środa. Bogdanowo – Mińsk – Mohylew. 305 km.

Pobudka 3.45. Wyjazd 5.30. Jedziemy do Mińska, leje jak cholera. W ambasadzie raut pod parasolami, stoimy jak mokre kury. Bigos, kiełbaski, ciasto, kawa, herbata. Niektórym przeciw deszczówki zaczynają puszczać, mnie rozlazły się rękawice – niby proof!
Z Mińska jedziemy do Kuropat, miejsca mordu i pochówku ofiar represji z lat 1930 – 41. Liczba ofiar nie jest znana. Jak zwykle jedni podają 7 tys. inni nawet 250 tys. Brak zainteresowania Kuropatami władz. Chociaż był z nami przedstawiciel rządu białoruskiego. Mimo nadania Kuropatom miana zabytku historyczno – kulturowego pierwszej kategorii, o jakiś czas notowane są akty wandalizmu, łącznie z rozkopywaniem mogił i bezczeszczeniem szczątków ofiar. Smutne to i straszne. Z Kuropat jedziemy do Hatynia. Ta białoruska wieś przestała istnieć 22 marca 1944 roku. Kiedy to 118 Batalion Schutzmannchaft ( batalion policyjny składający się głównie z ukraińskich kolaborantów, jeńców wojennych i dezerterów) wzmocniony żołnierzami 36 Dywizji Grenadierów SS, wszedł do wioski zapędził ich mieszkańców do stodoły, która została podpalona. Zamknięci ludzie rozbili drzwi i próbując uciec zostali ostrzelani z karabinów maszynowych. Zostało zabitych 149 osób w tym 75 dzieci. Jedyny ocalały dorosły ranny i poparzony odzyskał świadomość po odejściu Niemców. Podobno odnalazł syna w pogorzelisku, który później zmarł w jego ramionach. Fakt ten odzwierciedlony jest w formie posągu na hatyńskim memoriale.
Korzystając z podobieństwa fonetycznego Katyń – Hatyń – Khatyń propaganda byłego Sojuza wykorzystała i wprowadziła zamieszanie w samym ZSRR i ludzie nie wiedzieli już czy to Hatyń na Białorusi, czy Katyń. Ale który jest który? Bo nie zgadzały się ani daty ani liczba ofiar. Czy wieś Hatyń wybrano specjalnie, by dezinformować historie Katynia? Hatyń symbol 618 białoruskich wiosek spacyfikowanych przez Niemców jest jeszcze niesamowity z powodu ciszy przerywanej co kilka minut uderzeniem dzwonka z innej części kompleksu. Chociaż leje to jest poczet sztandarowy, złożenie wieńca i zapalenie zniczy.
Później na koń i kierunek Mohylew. Cały czas leje jesteśmy przemoczeni i zziębnięci, Chwila oddechu w katedrze mohylewskiej. Na pamiątkę naszego pobytu zostawiamy w darze figurę Jana Pawła II ponad dwu metrowej wysokości. Jak wiele innych kościołów po rewolucji zamknięty i zamieniony na magazyn do 1986 roku. Po remoncie 1986 – 90, zwrócony wiernym. Od 91r. ponownie jest katedra katolicką. Po mszy znowu deszcz, ktoś (ambasada?) załatwił nam nocleg pod dachem, w cieple, z ciepłym jedzonkiem, luksus jednym słowem. Rano może nie będzie już lało?




2 września, czwartek. Mohylew – Katyń. Ok. 210 km

Rano znowu leje. Raz słabiej raz mocniej. Przekraczaliśmy granicę białorusko - rosyjską w deszczu. Kontrola paszportowa prawie że w biegu, bez zsiadania z motocykli. Jedziemy do Smoleńska na miejsce katastrofy prezydenckiego tupolewa. Na miejscu tylko trochę pada, a nawet chwilami widać niebo. (na mgnienie migawki) Msza święta, zapalenie zniczy, złożenie wieńców. Później wracamy na obwodnice i ruszamy na drugą stronę Smoleńska (tak to odczułem) do ośrodka Smiena, przez hardcore’owy przejazd, przynajmniej dla Galara! W Smienie spotkanie z paniami Anną Komorowską (dziennikarką to ta czarna) i Tatianą Niewesołą ( artystka sztuk pięknych). Świat jest mały – okazało się, że wykonała kilka rzeźb do Rzeszowa(mieszkam 10 km od Rzeszowa, w Palikówce tak do wiadomości) między innymi Krzyż Milenijny, figura Matki Bożej Saletyńskiej, droga krzyżowa w dolnym kościele (wykonana z gliny smoleńskiej). Figura Matki Bożej Saletyńskiej z dziećmi, (to wszystko w kościele Matki Bożej Saletyńskiej). Figura Matki Bożej na WSK ( moim zakładzie pracy), Michała Archanioła do kościoła pod tym wezwaniem. Miło było ! Przestało padać.

3 września, piątek. Katyń.

Rano nastroje lepsze. Ubrania suche, chociaż zaczyna kropić w czasie wizyty w Leśnej Szkole. Były piosenki, (nieśmiertelne – „Zawsze niech będzie słońce”). Później urwaliśmy się na prywatny wypad do Katania, po drodze zahaczając o willę gdzie rozstrzeliwano naszych oficerów, stację Gniazdowo, gdzie przychodziły transporty z Kozielska, i wreszcie spokojne zwiedzanie cmentarza w Katyniu. Do czasu, gdy Natalka poprawiła Ich białą różę, po czym dmuchnęło, świsnęło i traaach – złamane drzewo o mało jej nie zmiażdżyło ( och Natalii, Natalii). Starałem się wyłowić nazwiska oficerów z Rzeszowa i okolic, dlatego przeczytałem wszystkie tabliczki. Lesie – cóżeś widział?
Wieczorem msza święta na terenie polskiego cmentarza wojennego Katyniu. Pojechałem na rajd aby oddać Im wszystkim hołd, ukoronowaniem tego było czytanie podczas mszy św., później założenie wieńca, zapalenie zniczy na cmentarzu prawosławnym.

4 września, sobota. Katyń - Kłuszyn. 250 km.

Rano jeszcze raz odwiedzenie cmentarza w Katyniu, rosyjskiej części. Potem wyjazd do Kłuszyna. Po drodze miasto Gagarin, później kołchozowe krajobrazy. Wypogodziło się ale nastał zimny wiatr. W Kłuszynie obozowisko w szczerym polu. Wieczorem msza św. Na polu bitwy pod Kłuszynem, która miała miejsce 4 lipca 1610 roku. Wojskami polskimi dowodził Hetman Stanisław Żółkiewski (6556 kawalerii – w tym 5556 husarii i 200 piechoty). Atak wojsk Żółkiewskiego rozbił wojska moskiewskie pod dowództwem Kniazia Szujskiego (35 000 wojsk rosyjsko - szwedzkich).W nocy ziąb, dwa razy ubierałem się. Rano przymrozek -2 C.





5 września, niedziela. Kłuszyn – Miednoje. 280 km.

Po drodze wizyta w sierocińcu w Miednoje. Później o 19-tej msza św. Na cmentarzu Wojennym w Miednoje. Leży tu 6288 jeńców obozu w Ostaszkowie, rozstrzelanych przez NKWD, strzałem w tył głowy w piwnicy więzienia zarządu obwodowego NKWD Kalininie – dzisiejszy Twer. Oficerom NKWD dawano przed pracą litr wódki żeby ich znieczulić, ciała były potem wywożone do Miednoje (około 32 km) i wrzucanie do masowych grobów. W rozstrzeliwaniach uczestniczyła grupa Błochina – ok. 30 osób. Ten kat osobiście dokonywał egzekucji, a teraz leży w alei zasłużonych na moskiewskim Cmentarzu Dońskim (chichot historii).

6 września, poniedziałek Miednoje-Moskwa. 200 km

Z Miednoje jedziemy do Tweru, pod Instytut Medycyny, to tutaj w piwnicach była sala „czerwona” z popiersiem Lenina, gdzie sprawdzano tożsamość, zakładano kajdanki i wyprowadzano Ich do celi śmierci gdzie dokonywano egzekucji. Ściany były obite jutą, aby nie było słychać strzałów. Strzelano w potylicę, co noc 200-250 osób. Błochin ubrany był w skórzaną brązową czapkę, długi skórzany fartuch – brązowy i długie brązowe rękawice, aby mundur był czysty (jego patent). Potem ciała ładowano na ciężarówkę (ok. 25-30) przykrywano brezentem i wywożono. Trwało to przez miesiąc! W Moskwie wizyta na Cmentarzu Dońskim, symboliczna mogiła Gen. Okulickiego, zamordowanego na więzieniu w Łubiance prawdopodobnie w Wigilię 1946 roku. Później znaleźliśmy grób kata Błochina.
W Moskwie zakwaterowanie na plebanii katedry Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny (piękna budowla), później wizyta w ambasadzie RP i powitanie przez pana ambasadora Bahra. Okazało się, że przejazd przez Moskwę nie był, aż tak straszny jak ostrzegano. Przy wjeździe było trochę zamieszania, bo rajd się rozczłonkował i jedni jechali prosto, drudzy w prawo, inni na skrzyżowaniu czy światłach też po swojemu, ale wszyscy dotarli do celu. Wieczorem ciepły prysznic, łóżko – Ameryka.

7 września, wtorek. Moskwa – Kursk. 550 km.

Rano wyjazd, wizyta na Butowie. To tutaj NKWD zaadoptowało teren byłej stadniny koni na swoje potrzeby ćwiczebne i zorganizowało poligon strzelecki. Jednak od sierpnia 1937 roku poligon w podmoskiewskim Butowie stał się miejscem masowych egzekucji. Do listopada 1938 roku zginęło tu prawie 21tys. ludzi 60 narodowości (połowa to Rosjanie, ale także 1176 Polaków). Rozstrzelano tu między innymi ponad 1000 duchownych rosyjskiego kościoła prawosławnego także wielu „Swoich” (czyli komunistów) Jest to pierwsze miejsce ,które udało się oznaczyć Memoriałowi. Do Butowa przywożono skazańców moskiewskich Butyrek i nieistniejącego już więzienia na Tagance. Ofiary z Łubianki palono w krematorium na cmentarzu Dońskim (!) Po drugiej stronie ulicy (poligonu) cerkiew P.W Świętych Nowo-Męczenników i Cierpiących za Wiarę, której proboszcz Ojciec Kirył Kaleda codziennie na terenie poligonu w drewnianej cerkwi odprawia żałobne nabożeństwo za tych, którzy akurat tego dnia w 1937 czy 38 roku zostali rozstrzelani. Obok białej cerkwi składamy wieniec, zapalamy znicze i w drogę. Do rogatek Moskwy eskorta milicji – dalej kierunek Kursk, sami. Jak mawia Granda „Hardcore” . Jechaliśmy 7 godzin, miejsce na biwak wybraliśmy sami (nie jak w Kruszynie na szczerym stepie) wśród drzew nad rzeczką Sejną. Było ognisko . I te 500km na południe, czuć już ciepło w powietrzu. Ogólnie miło.

8 września, środa. Kursk – Charków. 230km

Do granicy jedziemy wszyscy razem. Odprawa na granicy ponad 2 godziny. W końcu dali sobie spokój, jak padły komentarze (wesoło). Za granicą eskorta milicji, pani z konsulatu prowadzi nas do Charkowa, gdzie na placu Wolności (majdan swobody, największy plac w europie, większy od Pl. Czerwonego) miłe przyjęcie przez mieszkańców, (były ekipy telewizyjne, wyszedł do nas nawet pan ambasador) z placu Wolności udajemy się na przyjęcie do konsulatu. Wieczorem msza św. na cmentarzu Ofiar Totalitaryzmu w Piatichatkach, gdzie oprócz Rosjan i Ukraińców leży 3739 ofiar zbrodni katyńskiej, rozstrzelanych w siedzibie NKWD w Charkowie. W 1991 roku dokonano pierwszej ekshumacji, znaleziono wtedy masowe groby, w których było łącznie ok. 320 zwłok. Następne odbywały się w 1994, 1995. W większości mogił zwłoki były poukładane w warstwy od 5 do 12. W niektórych grobach zwłoki były rzucane bezładnie (tak było w największym grobie ok. 1050 ciał), najmniejszy grób liczył ok. 160 ciał.
Noc pod dachem na plebanii.

9 września, czwartek. Charków – Kijów – Bykownia. 480 km

Wyjazd z Charkowa rankiem. Czwarta zmiana pociągła nas 140 km/h, drogi ubyło. Przyjechaliśmy do Bykowni. Miejsce straszne. To tu w czasach terroru Stalina odbywały się pochówki ofiar masowo pomordowanych. Liczbę ofiar oblicza się nawet na 150 tys. Podejrzewano, że to tu spoczywają szczątki części z 3435 oficerów WP, policjantów i urzędników z tzw. Ukraińskiej listy katyńskiej których miejsca pochówku nie odnaleziono (oficjalnie). Po informacji, władz ukraińskich w 2006 roku IPN, przystąpił do prac badawczych i odnalazł m.in. mogiły Polaków, zidentyfikowanych po strzępach mundurów, dokumentach, monetach. Wśród tych dowodów za najważniejsze uważa się nieśmiertelnik st. sierż. Józefa Naglika i grzebyk z wydrapanymi nazwiskami czterech oficerów.
Wieczorna msza św. pod krzyżem. Przyjechały dwa autobusy gości, zarówno Polaków jak i Ukraińców, ekipa TV Ukrainy, w ogóle to jesteśmy w telewizji ukraińskiej non stop. Mój motocykl miał lekką awarię, po tylu tysiącach kilometrów odlutowała się klema od słupka akumulatora, nie było styku, ale temat ogarnąłem ( dzięki mikro palnikowi wziętemu do rozpalania ogniska). Noc w namiotach, rankiem zapalenie zniczy przy pomniku przy wjeździe na memoriał.

10 września, piątek. Kijów – Żytomierz – Berdyczów – Chmielnik. 210 km

Wyjazd z Kijowa koszmarny, droga milicja (chyba nas ta zmiana nie lubiła) pociągnęła nas takimi uliczkami, w takie korki, że olej w silnikach się gotował (za Grandą - hardcore) ale daliśmy radę, była radość gdy kierowcy robili buum (zamiast na drogę patrzyli na nas).
W Żytmierzu przed cmentarzem spotkanie z Polakami, był pan Jan z „Polskich Sokołów” (ładnie śpiewali w Częstochowie, życzę mu dużo zdrowia). Złożyliśmy wieniec na grobie rodziców Jana Paderewskiego, pianisty, i premiera odrodzonej Polski. Następny punkt trasy Berdyczów, powitały nas władze miasta (ech te chlebki, a Beryczowianki!), później wizyta w szkole z językiem polskim, występy, poczęstunek pierogami (ponoć dobre – nie kosztowałem). Odwiedziliśmy remontowany klasztor braci Karmelitów bosych z kopią obrazu Matki Bożej Berdyczowskiej ( M.B. Śnieżnej), podniesioną do godności oryginału i koronowaną przez Jana Pawła II. W czasie komunizmu było tutaj muzeum ateizmu. Świątynia niesłychanie zniszczona, odrestaurowana staraniem ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Berdyczów słynął także z targów, które odbywały się 4 razy w roku, dając w przeliczeniu dochód 30 milionów $. Zjeżdżał się tam prawie cały świat (prawie!), tak że nawet krążyło powiedzenie „chcesz kogoś znaleźć pisz na Berdyczów”
Na maszyny i droga wiedzie do Chmielnika. Święto w mieście, powitanie przez władze, w kościele uroczysta msza, zostawiamy na pamiątkę krzyż katyński. Jedziemy na spotkanie z polonią w domu kultury, gdzie na schodach wita nas orkiestra dęta. Obchodzona jest 10 rocznica powstania związku Polaków im. Władysława Reymonta w Chmielniku. Hymny obu narodów, wszystkie zwrotki polskiego hymnu! Występy zespołów, część oficjalna, akademia, a jak akademia to przemówienia (sporo!) i wręczanie dyplomów ukraińskich, polskich dla działaczy związku Polaków, czuło się tutaj potrzebę polskości. Widoczne było współdziałanie i życzliwość Ukraińców i Polaków. Nocujemy w jakimś sanatorium a kolacja ufundowana przez Związek – jak u Lukullusa.

11 września, sobota. Chmielnik – Winnica. 82 km ?

Przyjeżdżamy do Winnicy – dawnej stolicy Podola. Przed kamienicą w której marszałek Piłsudski spotkał się z atamanem Petlurą w 1920 roku w czasie wyprawy kijowskiej wita nas Konfederacja Polaków Podola, składamy wieniec, zapalamy znicze. Później rozgrywamy mecz z bajkerami z Winnicy – przegrana. Jako że trafiamy na 650 lecie Winnicy, to święto. A jak święto to parada ulicami miasta, której to jesteśmy atrakcją. Po paradzie jedziemy do kwatery Hitlera (ok. 10 km. Na północ) gdzie jest małe muzeum, a stamtąd do ośrodka (!?) wypoczynkowego (taki ich łagier) gdzie mamy nocować. Wieczorem goszczą nas winniccy bikerzy, jest ognisko, kuchnia polowa, zabawa do… nie pamiętam! 

12 września , niedziela. Winnica – Brahilów – Letyczów – Płoskirów – Bar. 277 km.

Rano pół rajdowców markotnych, ale jedziemy dalej. W Brachiłowie odwiedzamy mogiłę 13 żołnierzy Strzelców Lwowskich poległych w 1920 podczas wyprawy kijowskiej. Przed cmentarzem czeka na nas grupa Polaków. Dalej jedziemy do Latyczowa,, gdzie jesteśmy goścmi w sanktuarium M.B Latyczowskiej. Jemy tutaj obiad. Odwiedzamy „bracką mogiłę” na latyczowskim cmentarzu gdzie leży 25 żołnierzy poległych w wyprawie kijowskiej. Dalszy przystanek w Barze. Technikum samochodowo-drogowe występy młodzieży. Nocleg w Łagrze „Fortuna” kilka kilometrów za Barem. Prysznic, kolacja, ognisko.

13 września, poniedziałek. Bar – Kamieniec Podolski. 128 km.

Jesteśmy Kamieńcu Podolskim (zwany bramą do Polski). Urokliwe miasteczko, inne niż dotychczas spotykane na Ukrainie, no i ta historia. Zamek, Wołodyjowski… Jemy obiad u ojców Paulinów. W remontowanym kościele, w piwnicy stosy kości, czaszek. Po drugiej stronie uliczki była siedziba NKWD. Wszystko zgodnie ze schematem. Śpimy w namiotach na górnym zamku. To tu była prochownia, którą sienkiewiczowski Ketling wysadził w powietrze. Dłuższa chwila wypoczynku.




14 września, wtorek. Kamieniec – Chocim – Okopy – Buczacz – Jazłowiec. 250 km.

Rankiem z Kamieńca jedziemy do Chocimia. Okazały zamek to tu broniła się z powodzeniem w 1621 roku załoga pod wodzą Hetmana wielkiego litewskiego J.K Chodkiewicza i kozacy pod dowództwem Piotra Konaszewicza-Sahajdacznego (pomniki przed warownią) przed ę wojskami tureckimi pod wodzą Sułtana Osmana II. Bitwa zakończyła się taktycznym zwycięstwem armii polskiej, podpisaniem korzystnego dla obu stron pokoju. A tak poza tym to Dniestr to piękna rzeka i te widoczki! Później droga prowadzi do okopów św. Trójcy. Ta dawna twierdza powstała w 1692 roku miała ona na zadanie trzymać w szachu Turków, stacjonujących w Kamieńcu Podolskim i Chocimiu. Pozostałe ruiny fortyfikacji w postaci bramy kamienieckiej i bramy lwowskiej. To tu także Kazimierz Pułaski bronił się w 1769 roku przed atakiem Rosjan, którzy po zdobyciu fortecy wymordowali wszystkich rannych konfederatów. Około 1928 roku powstała tu strażnica korpusu ochrony pogranicza. Msza św. w ruinach spalonego 1945 roku kościoła. Żal patrzeć!!! Urwaliśmy się i pojechaliśmy zobaczyć do Czerwonogradu zobaczyć ruiny, wodospady. Droga jak na Dakarze!! Hardocore jak mawia Granda. Dołączyliśmy w Buczaczu, gdzie zobaczyliśmy „Złotą Lipę”, pod którą król Michał Korybut Wiśniowiecki podpisał pokój pomiędzy Turcją i Polską w 1672 tzw. „haniebny pokój” bowiem zrzekł się wielu ziem i zgodził się płacić haracz Turcji, został on anulowany dopiero po zwycięstwie Sobieskiego pod Chocimiem w 1673 roku. Wpadliśmy jeszcze do ruin zamku, który był już ruiną przed II wojną światową. Ciekawostka – w 16 pod wodzą Mahometa IV obroną zamku kierowała Teresa Potocka. Gdy sułtan się o tym dowiedział odstąpił od murów i zrezygnował z haraczu. Ale potem… i tak zrobił sobie tam siedzibę.
Na nocleg udajemy się do Jazłowca, jednej z najstarszych osad polskich na Podolu. Miejsce urodzenia poety Kornela Ujejskiego i ruiny twierdzy Jazłowieckich.
Goszczą nas siostry Niepokalanki. Życie to niespodzianka – dopiero tam dowiedziałem się, że figura Matki Boskiej z mojej szafki to kopia tej, która była w Jazłowcu do 1946 roku. To od tej miejscowości od 11 lipca 1919 roku 14 Pułk Ułanów zmienił nazwę na Pułk Ułanów Jazłowieckich (po bitwie z Ukraińcami). Kolacja, spanko, śniadanie. Pycha i do syta.


15 września, środa. Jazłowiec – Huta Pieniacka. 170 km.

Po sutym śniadaniu wyruszamy do Huty Pieniackiej. Mamy się tam spotkać z ocalałymi mieszkańcami, ich potomkami i naszymi motocyklistami, którzy tam przyjechali (Skisu jednak przyjechał). Zaczyna padać ale nie tak jak na Białorusi.
Na miejscu po dużej wsi ok. 180 gospodarstw pozostały tylko dwa kikuty kapliczek. 28 lutego 1944 wieś została spacyfikowana przez 14 dywizję SS „Galizien” – batalion policyjny, którym pomagali banderowcy z okolicznego oddziału UPA i oddziału OUN pod dowództwem Władysława Czerniawskiego. Po otoczeniu wioski wkroczyli ukraińscy żołnierze SS, cywile Ukraińcy i zaczęło się mordowanie jej mieszkańców i ludzi z okolicy którzy szukali tam schronienia. Pozostałych mieszkańców prowadzili do kościoła. O bestialstwach przy tej okazji nie będę pisał. Po południu grupami wprowadzano ich do kościoła i zamykano w stodołach, które później podpalano. Tragedia, uratowało się niewiele osób głównie na dzwonnicy, w piwnicach kościoła i szkoły. Wśród krzyków mordowanych prowadzona była na gorąco grabież gospodarstw pomnik upamiętniający mieszkańców Huty Pieniackiej postawiono w 2005 roku. Dzięki staraniom Rady Ochrony Pamięci i Męczeństwa. Przez dwa lata Ukraińcy blokowali to. Wcześniej rodziny ofiar 1989 postawiły drewniany krzyż. Spotkanie z ocalałymi i ich rodzinami, przybyłymi ze Wschowej. Później słuchamy opowieści – strasznych! O 16-tej msza św. za pomordowanych, ognisko z pieczeniem kiełbasek. Jedni śpiewali a inni stali przy obelisku, robili apel poległych czytając na zmianę, bo głos niejednokrotnie wiązł w gardle każde nazwisko. Widziałem u kolegi (którego nie posądził bym o to – przepraszam cię…) łzy spływające, kiedy siedział tak na murku, w świetle zniczy, skulony, obejmując swój aparat…

16 września, czwartek. Huta Pieniacka – Lwów. 140 km.

Rano pobudka, po śniadaniu wyruszamy do Lwowa. Znowu pada ale przed Lwowem już świeci słońce na rogatkach Lwowa odwiedzamy mały cmentarz gdzie jest mogiła żołnierzy poległych w 1920. Jedziemy na Łyczaków, gdzie odwiedzamy grób Marii Konopnickiej, Władysława Bełzy (tego od „Kto ty jesteś”), symboliczny grób Juliusza Ordona.
Idziemy na cmentarz Orląt Lwowskich, Lwowskich wrót którego jest niedokończony cmentarz Ukraińców poległych w czasie walk o Lwów. Nekropolia robi naprawdę niesamowite wrażenie, serce się ściska, rzędy białych grobów (jakże Oni byli młodzi) z jednym, przykrytym czarną, bazaltową płytą – mogiła N.N, skąd ekshumowano zwłoki do grobu nieznanego żołnierza w Warszawie 2-go listopada 1925. Ślady zniszczeń po czołgach na głównej branie kolumnady (kolumnadę zniszczyli czołgami, brama nie poddała się). Przed bramą puste obeliski lwów lwowskich, które strzegły cmentarza (zgodnie z hasłem „Lwów zawsze wierny”) choć oryginały są przy jednej z bram na rogatkach Lwowa, to Ukraińcy nie zgadzają się na ich powrót. W kaplicy pan z Towarzystwa Miłośników Lwowa powiada, że odbudowa cmentarza to zasługa (pomijając oczywiście fakt, że to pracownicy Energopolu po godzinach i w czasie wolnym odkopali ze śmieci ten symbol) prezydenta Kwaśniewskiego, który „załatwił” to z Kuczmą (a jak to możemy się domyślić)
Z Łyczakowa jedziemy na Wzgórza Wuleckie. To tutaj w 1941 Niemcy rozstrzelali profesorów Uniwersytetu Lwowskiego wraz z rodzinami (m.in. Tadeusza Boy-Żeleńskiego). Krzyż z tablicą w niezbyt zadbanym otoczeniu, w środku studenckich akademików.
Jeszcze wizyta na cmentarzu Janowskim, na grobach żołnierzy poległych w czasie I wojny światowej i walk 1918-1920. Na wprost głównej alei grób św. Józefa Bilczewskiego, arcybiskupa lwowskiego. Później jedziemy do Brzuchowic, gdzie śpimy w Wyższym Seminarium Duchownym. Na kolacje fasolka po bretońsku – ostatnie gotowanie Grzesia.

17 września, piątek. Lwów – Palikówka. 160 km.

Rano jemy śniadanie na parkingu przy motocyklach Tomasz kręci się przy szczątkach swojej maszyny. Przyjechał po niego brat, pomogliśmy załadować „mastodonta”. O 10-tej msza św. w Katedrze Lwowskiej (dużo ta świątynia widziała i ten zapach historii). Po mszy idziemy pod pomnik Mickiewicza gdzie pośpiewaliśmy sobie troszkę. Wracamy pod katedrę skąd wyruszamy do domu (Jola z Heniem, Mariusz, Wiesiek, Bracia, Grześ i Ja). Do granicy ok, na przejściu ok. 2 godzin. Po polskiej stronie jemy obiad, ubieramy się w przeciw deszczówki bo oczywiście znowu leje(ale nic to polski deszcz nie boli)… Przejazd przez Jarosław koszmarny – korki. A później to już dom.
by TATKO

Dla zainteresowanych i posiadających konto na Facebooku, zapraszam na mój profil zobaczyć zdjęcia z RK (na razie część). Pozdrawiam Artur.
Ostatnio edytowano 15 gru 2010, o 14:11 przez tatko, łącznie edytowano 1 raz
X, XII Rajd Katyński (jak na razie)
Avatar użytkownika
tatko
 
Posty: 71
Dołączył(a): 31 sie 2009, o 11:56
Lokalizacja: Rzeszów/Palikówka
Imię: ARTUR
Nazwisko: PIETRASZEK
gadu: 0
tlen: 0

Re: Subiektywny Dzienniczek Granatowego

Postprzez Twardy 10 gru 2010, o 21:24

no Tatko dzieki za relacje,niech i inni pisza jakie mieli odczucia,przygody,mam kilka zdjec Twoich :lol:
Avatar użytkownika
Twardy
 
Posty: 1498
Dołączył(a): 18 kwi 2009, o 05:55
Lokalizacja: Polska
Imię: Wojciech
Nazwisko: Twardy
Wpisz markę posiadanego\ulubionego motocykla: Yamaha Fazer FZ 6 S
gadu: 6513592
tlen: 0

Re: Subiektywny Dzienniczek Granatowego

Postprzez tatko 11 gru 2010, o 09:29

dzięki, możesz fotki mi przeslać, 1100 cz 1105 zdjęć żadna rożnica. zbieram się na opłatek do Anina-pzdrawiam
X, XII Rajd Katyński (jak na razie)
Avatar użytkownika
tatko
 
Posty: 71
Dołączył(a): 31 sie 2009, o 11:56
Lokalizacja: Rzeszów/Palikówka
Imię: ARTUR
Nazwisko: PIETRASZEK
gadu: 0
tlen: 0

Re: Subiektywny Dzienniczek Granatowego

Postprzez wielki 2 sty 2011, o 15:30

Super dziennik, ... niektórych historii i nazw nie zarejestrowałem na miejscu, a tu wszystko w pigułce.. super
Avatar użytkownika
wielki
 
Posty: 6
Dołączył(a): 15 cze 2010, o 20:25
Lokalizacja: Wrocław/Gostyń
Imię: Piotr
Nazwisko: Pawlak
gadu: 0
tlen: 0


Powrót do WRAŻENIA UCZESTNIKÓW

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość

cron